Design dla mózgu czyli neuro-architektura
Dlaczego określone wnętrza budzą w nas konkretne myśli i uczucia? Czy wygląd szpitali może leczyć, odpowiednia akustyka szkolnych klas ułatwiać przyswajanie wiedzy, a rodzaj światła i kształt okien podnosić efektywność pracowników biurowych? Intuicyjnie odpowiemy że tak, ale powstająca na styku dwóch nauk nowa dyscyplina wiedzy próbuje odpowiedzieć na pytanie: dlaczego?
Architektura, dziedzina wiedzy towarzysząca ludzkości od czasów starożytnych, podaje dziś rękę jednej ze swych najmłodszych, ale błyskawicznie rozwijających się sióstr – neurobiologii. Wydaje się że ta druga może pomóc pierwszej w olbrzymim stopniu. Beneficjentami tej kooperacji będziemy my – zwykli użytkownicy przestrzeni. Pytaniem pozostaje tylko ile poczekamy na efekty i jak nazwiemy tę nową naukę - archibiologią, neurotekturą, czy może po prostu neuro-architekturą?
Architektura od kilkudziesięciu lat nie przeszła jakichś gigantycznych przeobrażeń w obszarze jej nauczania. Architekci nie znają nowoczesnych narzędzi badawczych, budowa i skomplikowane cechy ludzkiego mózgu to dla nich zagadka. Nawet wielcy jej przedstawiciele opisując swoje dzieła używają często intuicyjnych, uczuciowych określeń. Budynki projektowane z myślą o dzieciach są „kolorowe i wesołe”, wnętrza szpitali powinny być „pobudzające do życia i optymistyczne”, a pomieszczenia biurowe „przestronne i pomagające w skupieniu”. Tymczasem wszystko wskazuje na to, że już za kilkanaście lat architekt zamiast powiedzieć, że zaprojektował szkolny korytarz „w ciepłej kolorystyce żeby dzieciom było wesoło” stwierdzi na przykład, że „odpowiednia temperatura koloru ścian podnosi poziom kortykotropiny w przysadce mózgowej do poziomu pozwalającego na regenerację organizmu.”
Olśnienie w klasztorze
Początku mariażu neurobiologii z architekturą należy upatrywać w tej pierwszej. Architekci zawsze czuli się bardziej artystami niż naukowcami. Pytanie o przyczyny zależności pomiędzy wyglądem i kształtem przestrzeni, a zdrowiem, samopoczuciem i sposobem myślenia odwiedzających je osób padło z ust naukowca. Na początku lat dziewięćdziesiątych na zjeździe Amerykańskiego Instytutu Architektów pojawił się dr Jonas Salk, wynalazca szczepionki przeciw chorobie Heinego-Medina. Słynny lekarz opowiedział architektom następującą historię. W pewnym momencie swoich badań nad szczepionką całkowicie utknął intelektualnie i nie mógł się poruszyć ani o krok naprzód. W końcu zrezygnowany przerwał pracę i wyjechał w podróż po Europie. We Włoszech trafił do opactwa w Assisi i właśnie podczas pobytu w nim doznał olśnienia, które pozwoliło mu stworzyć szczepionkę. Salk doszedł wiec do wniosku, że to właśnie w budynku opactwa, a wręcz w jego architekturze było coś takiego, co stymulowało jego mózg i pozwoliło mu przełamać intelektualną blokadę.
Jednym z architektów słuchających historii Jonasa Salka był John P. Eberhard, który w kilkanaście lat później, w 2003 roku założył ANFA (Academy of Neuroscience in Architecture) – organizację non-profit skupiającą zarówno neurologów jak i architektów. Za cel postawili sobie znaleźć odpowiedź na pytanie: czy istnieją elementy przestrzeni, które powodują podobne reakcje w mózgach wielu osób, wpływając w ten sposób na ich zdrowie, sposób myślenia, emocje i samopoczucie? Metodą ich działania miało stać się naukowe badanie, które uzupełni używaną do tej pory przez architektów intuicję. Jak powiedział w jednym z wywiadów John P. Eberhard: – Architektura ma największą moc oddziaływanie wtedy, gdy projekt korzysta z naszego zrozumienia sposobu w jaki mózg reaguje na konkretne warunki otoczenia. Neurobiolodzy mogą pomóc nam, architektom zrozumieć w sposób naukowy to, co od zawsze przeczuwaliśmy intuicyjnie.
Wcześniaki, piloci i muzycy
Przykładami badań dowodzących doniosłego wpływu wiedzy o mózgu na projektowanie nie możemy jeszcze sypać jak z rękawa. Młoda nauka potrzebuje kilku lat by przynieść efekty, ale już dziś możemy opisać kilka ciekawych, często niedokończonych jeszcze, badań. Najbardziej spektakularne efekty przyniosła do tej pory praca badawcza dr Stanleya Graven’a który postanowił odpowiedzieć na pytanie: czy design oddziałów intensywnej terapii dla wcześniaków ma jakiś wpływ na rozwój dzieci? By w pełni zrozumieć doniosłe efekty jego pracy musimy najpierw łyknąć choćby minimalną dawkę neurobiologicznej wiedzy.
W początkowych stadiach wzrostu płodu rozwój układu nerwowego odbywa się niezależnie od wpływu środowiska zewnętrznego. Mózg, podstawowe połączenia nerwowe i narządy zmysłów rozwijają się poprzez biochemiczne procesy sterowane przez odkodowywanie informacji genetycznej zawartej w komórkach. Jednak kolejne stadia rozwoju układu nerwowego, a w szczególności pełen rozwój zmysłów następujący w trzecim trymestrze ciąży nie jest już sterowany wyłącznie przez geny. Do głosu dochodzą czynniki zewnętrzne. Pełen rozwój wzroku i słuchu wymaga odpowiedniej stymulacji, czyli mówiąc prostszymi słowami, aby mieć sokoli wzrok potrzebujemy jako noworodki odpowiedniego oświetlenia, a słuch idealny rozwinie się jedynie przy właściwym natężeniu dźwięków docierających do naszych kilkumiesięcznych uszu. Co jednak się stanie, gdy przedwcześnie opuścimy bezpieczne schronienie w brzuchu mamy i znajdziemy się na pełnym światła i hałasu świecie zanim nasze zmysły wykształcą się w pełni?
I tu musimy przyjrzeć się temu jak wyglądają oddziały intensywnej opieki dla wcześniaków i z myślą o kim są w istocie zaprojektowane? Taki oddział to zwykle jedna spora sala, na której znajduje się kilka, lub kilkanaście inkubatorów dla maluchów. Umieszczenie wszystkich w jednym pomieszczeniu ułatwia pracę pielęgniarek i lekarzy i stałą opiekę nad dziećmi, przynosi jednak pewne konsekwencje. Wszystkie wcześniaki są oświetlone w podobny sposób i brak dłuższych okresów, gdy światło jest wyłączone. Na sali panuje często hałas, ponieważ liczne urządzenia mają wbudowane dźwiękowe alarmy. Prawie zawsze któreś z dzieci płacze lub wydaje z siebie jakieś dźwięki. Pracujący w hałasie ludzie mówią do siebie głośniej, co jeszcze bardziej podnosi poziom decybeli.
Badania dr Graven’a przyniosły zastraszające wnioski. Okazało się że w tak zaprojektowanych oddziałach zmysły wcześniaków nie są stymulowane w odpowiedni sposób. Hałas jest zbyt duży, a oświetlenie nie jest dostosowane do potrzeb dzieci w różnym wieku. W efekcie dziecko które urodziło się jako wcześniak nie zostanie nigdy ani pilotem, ani muzykiem bo niewłaściwy design szpitalnej sali sprawi że idealny wzrok i absolutny słuch na pewno się nie wykształcą!
Naukowiec daje, dość proste w sumie, wskazówki projektowe, dzięki którym możemy uniknąć tych efektów. Wszelkie alarmy dźwiękowe należy zastąpić świetlnymi i wibracyjnymi, zamontować dźwiękochłonne sufity i wykładziny i zdywersyfikować źródła światła tak, aby zapewnić każdemu z dzieci natężenie światła odpowiednie dla jego stadia rozwoju.
Nie kupi pod sufitem
Badania Graven’a są najbardziej zaawansowane, ale naukowcy z ANFA równocześnie pracują nad neurobiologicznymi aspektami designu budynków o innych zastosowaniach. Już wkrótce możemy zyskać wiedzę o projektowaniu szkół, szpitali, biur, a nawet mieszkań prywatnych w taki sposób, aby jak najpełniej wpisywały się w psychofizyczne potrzeby korzystających z nich ludzi. Sformułowanie „projektować z myślą o użytkowniku” nabierze całkowicie nowego, pełniejszego znaczenia. Architekci zyskają nowe narzędzia, a studia architektoniczne staną się prawdopodobnie bardziej interdyscyplinarne, lub pojawią się specyficzne specjalizacje. Może już za kilka lat studenci będą wybierać nie tylko pomiędzy architekturą, a urbanistyką, ale rozważą również zostanie neuro-architektem?
Na zakończenie warto wspomnieć o jeszcze jednym przykładzie badań nad mózgiem, których wyniki wpływają na sztukę projektowania. Co więcej pozwalają one zadać pytanie o ich etyczne konsekwencje. Przecież sztuka wpływania na ludzi poprzez tworzenie przestrzeni nie musi służyć jedynie zdrowiu, nauce i pracy. W książce „Umysł Rynku” Michael Shermer przytacza wyniki badań które dowiodły że w pomieszczeniach z wyżej umieszczonym sufitem jesteśmy skłonni do bardziej abstrakcyjnego myślenia. Może to być odpowiedzią na pytanie zadane w latach dziewięćdziesiątych amerykańskim architektom przez wspominanego wyżej doktora Jonasa Salka, wynalazcę szczepionki przeciw chorobie Heinego-Medina. Może to właśnie dlatego w opactwie przełamał swą intelektualną blokadę, bo sufit świątyni był kilkukrotnie wyżej niż w jego laboratorium? Możliwe.
Pewnym jest natomiast, że ten sam naukowy wniosek wykorzystuje się przy projektowaniu sklepów. W tych z wyżej umieszczonym sufitem jesteśmy bardziej skłonni kupić coś, czego de facto nie potrzebujemy.
Warto więc czekać na wspólne odkrycia neurologów i architektów, ale warto również myśleć o właściwym ich zastosowaniu.
Odnośniki:
- ANFA - Academy of Neuroscience for Architecture.
- Ciekawy wywiad z Johnem P. Eberhardem.
- Badania nad wcześniakami dr Stanleya Graven’a
→ architektura, badania, nauka i zdrowie
Artykuły
Nie ma co wymyślać, bo taka nauka już formalnie istnieje, a zowie się psychologią środowiskową (która zawiera w sobie elementy psychologii i socjologii miasta/architektury, bada oddziaływanie otoczenia - w tym architektury - na procesy społeczne, jak również fizjologiczne).
Mbr
Chyba się mylisz. Różnice są poważne. Przede wszystkim nero-architektura to dziedzina w której bada się mózg ludzki, a nie zachowania. Więc podstawową różnicą są narzędzia. Psycholog środowiskowy będzie biegał po osiedlu z ankietami, lub obserwował ludzi ukryty za krzakiem podczas gdy neurolog podłączy tym mieszkańcom do głów odpowiednie kabelki i zmierzy reakcje chemiczne jakie zachodzą w ich głowach gdy obcują z określonym otoczeniem.
Czy będziemy ściśle rozgraniczać, czy też nie, neuroarchitekturę i psychologię środowiskową zamknąłbym w jednym i tym samym koszyku. Wszak mamy tu do czynienia z tak wysokim poziomem interdyscyplinarności, że by dokładnie określić oddziaływanie architektury na zachowanie czy procesy neurofizjologiczne, oba kierunki powinny iść w parze. Szczególnie biorąc pod uwagę złożoność bodźca jakim jest przestrzeń architektoniczna oraz sporą dozę ogólności w badaniach nad pracą mózgu. Znamy przyczyny reakcji fizjologicznych i prostych reakcji emocjonalnych, ale nie wiemy wiele o tym, jakie podłoże neurofizjologiczne mają złożone oceny i preferencje estetyczne dotyczące otoczenia. Czekajmy na następne i jeszcze następne badania.
No zgoda mbr że “oba kierunki powinny iść w parze”. Ale przyznasz że to nieco inaczej brzmi niż “Nie ma co wymyślać, bo taka nauka już formalnie istnieje, a zowie się psychologią środowiskową”.
Dziedziny są pokrewne, przedmiot ich badań w niektórych miejscach się zazębia, ale różnią się od siebie w wielu kwestiach. Tyle.
Istnieją prostsze, niż badanie mózgu, metody oceny własnych i cudzych projektów pod kątem odpowiadania kształtów i materiałów konkretnym funkcjom i użytkownikom. Kto nie ma własności radiestezyjnych (jest poza ok. 20% populacji ludzi) i ich nie kształci, może zaczerpnąć z feng shui i wastu. Wtedy wielu “fantastycznych” własnych pomysłów nigdy - na szczęście - nie zrealizuje. Jednak, oprócz niezbędnej pokory twórcy i jego wyczucia, potrzebne są narzędzia. Najprostsze narzędzie: ładne = dobre. Ale mnóstwo twórców zatraciło wrażliwość niezbędną dla tego rozróżnienia. Nieco trudniejsze narzędzie: badanie kolorów radiestezyjnych (metodami radiestezyjnymi, oczywiście) i energii projektowanych obiektów. Posługując się ta wiedzą, mogę przypuszczać, że Salka zainspirowało silne promieniowanie w kolorze białym i indygo.
Meruńka, autor artykułu tu o nauce prawi. Tymczasem radiestezja to oszustwo, a feng shui i wastu do naukowych metod również nie należą, to tradycja ludowa (chińska i hinduska). Z takimi wypowiedziami to można błysnąć w kołach gospodyń wiejskich, trzeba tylko znaleźć takie, gdzie tępe baby siedzą, a PGR-u nie sprywatyzowali. Wstydź się! Odwołam, co napisałem, jeśli się okaże, że za pomocą Twoich metod ktoś wynajdzie szczepionkę na HIV albo lekarstwo na raka. Ale wiadomo, że tak się nie stanie.
Jasne, że ja nie o nauce prawię, tylko o prostszych metodach, ale deprecjonowanych i dezawuowanych jedynie dlatego, że nie nazywają się naukowe. Tradycje ludowe, czy tak nazywane, są mądrością świata i nie widzę powodu, dla których twórca (TWÓRCA) nie mógłby z nich korzystać. A nawet - powinien je znać i umieć zastosować. Radiestezja jest rzemiosłem (tak uznano w Polsce oficjalnie) i jako takie nie jest dla wszystkich, tylko dla tych, co mają talent ku temu i odpowiednie podejście etyczne także. Architekt i architekt krajobrazu też naukowcami nie są, bliżej im do rzemiosła i sztuki, więc nie powinni wydziwiać na metody nienaukowe dochodzenia do najlepszego możliwego rozwiązania projektowego dla danego terenu i użytkownika.
Co do odkryć w dziedzinie medycyny - nie o tym chyba mówimy?! Jeśli chodzi o medycynę alternatywną - niech stosuje ją, kto chce. Zależy, czy kogoś przekonuje leczenie za pomocą blokowania naturalnych procesów fizjologicznych (dominuje w tzw. naukowej medycynie), czy woli prostsze metody.
Droga Meruńko. Architekt nie jest naukowcem ani rzemieślnikiem, tylko inżynierem - tytuł zawodowy nadawany przez wyższe uczelnie po ukończeniu studiów inżynierskich.
Osoba po uzyskaniu tytułu inżyniera jest profesjonalistą zajmującym się tworzeniem lub wykorzystaniem wiedzy inżynierskiej. Współcześnie warunkiem uzyskania statusu inżyniera jest ukończenie wyższej szkoły technicznej, w Polsce najczęściej politechniki. Zadzwoniłem do Izby rzemieślniczej i faktycznie radiestezja jest rzemiosłem (na cele rynkowe), tyle, że nie ma metod egzaminowania radiestety, oprócz stażu pracy, ponieważ metody naukowe radiestezji nie dotyczą. Jest to po prostu nieudokumentowana wiara w pewne zjawiska, których nigdy nie potwierdzono. Dopóki się tego naukowo nie potwierdzi, proponuję nie robić ludziom wody z mózgu. Przed tradycją ludową chylę czoła, ale radiestezja się tu nie zalicza.
Cytuję zatem siebie:” Architekt i architekt krajobrazu też naukowcami nie są, bliżej im do rzemiosła i sztuki(…)” Tytuł zawodowy poniekąd tylko odzwierciedla te profesje. Są to bowiem także twórcy, kształtujący przestrzeń, z założenia - w sposób najlepszy z możliwych i odpowiedzialny nie tylko pod kątem prawidłowości rozwiązań konstrukcyjnych, ale także - tworzenia nastrojów, wrażeń, upodobań. Nienaukowe i nieinżynierskie to jakby…
I jeszce jeden cytat z Dżamana: “Dopóki się tego naukowo nie potwierdzi(…)” Człowiek nie jest wyłącznie racjonalnym umysłem, a metody naukowe - niejedynymi zdatnymi do osiągania doskonałych wyników w sztuce kształtowania przestrzeni.
Do Meruńki: Faktycznie masz rację, że człowiek nie jest do końca racjonalny. A ja chciałem powiedzieć, że przyjrzałem się naszej dyskusji i stwierdziłem, że moja pierwsza wypowiedź nie była grzeczna, te baby, PGR to ogólnie przegięcie. Przepraszam. Doceniam Twoją kulturę osobistą i mam nadzieję, że na mojej się już więcej nie zawiedziesz :)
co się dzieje z serwisem dlaczego nic się nie dzieje od przeszło miesiąca…?
Czy ten serwis w ogole jeszcze dziala???