Robert Konieczny

Robert Konieczny przy pracy.

Jak wygląda architektura widziana oczyma jedynego polskiego architekta docenianego na zachodzie? Roberta Koniecznego, lidera pracowni KWK Promes, zdobywcę nagród World Architecture News i magazynu Wallpaper dopadłem na zasłużonym urlopie. Opowiedział mi o swojej pracy, perfekcjonizmie, inspiracjach i planach na przyszłość.

Filip Miłuński: Na początku chciałbym pogratulować sukcesu i spytać o dom aatrialny i nagrodę Word Architecture News, oraz wyróżnienie magazynu Wallpaper. Czy spodziewałeś się takich sukcesów? Jak je przyjąłeś i jak wiele zmieniły one w Twoim życiu i pracy?

Robert Konieczny: Pracownia KWK Promes działa już od dziewięciu lat, nieformalnie od jedenastu. W tym czasie stworzyliśmy wiele naprawdę innowacyjnych projektów. I mimo, że teraz nie mogę narzekać na brak uznania ze strony szeroko rozumianego środowiska związanego z architekturą, to jednak wciąż najbardziej dobija mnie poziom rodzimej krytyki, która nie dostrzega rzeczy ważnych, nowatorskich, zachłystując się znanymi motywami światowej architektury, bezmyślnie przenoszonymi na nasz grunt. Dlatego kiedy dostałem te nagrody, najpierw za dom pod Opolem, a później wyróżnienie Wallpaper to pomyślałem sobie – było warto się męczyć! Nie odpuszczać, pilnować wszystkiego do najdrobniejszych szczegółów. Zresztą jest to zgodne z moją naturą, inaczej nie potrafię. W pracowni i na budowie muszę wszystko sprawdzić i jestem straszliwie uparty. Gdy już wiem jak coś ma wyglądać to tak to właśnie będzie wyglądało, nie inaczej.

FM: Jesteś perfekcjonistą…

RK: Tak. Jak powiedział mój znajomy doktor: – Twój perfekcjonizm wykończy ciebie i otoczenie. To mocna diagnoza, ale faktycznie bardzo angażuję się w pracę i zawsze trzymam się tego, w co wierzę. Przez te dziesięć lat były trudne momenty: kiedy brakowało pieniędzy, a my odrzucaliśmy zlecenia dlatego bo musielibyśmy się nagiąć. W tym sensie te nagrody są dla mnie potwierdzeniem, że warto być konsekwentnym. Dają mi wiarę, że to co robię ma sens. No i zaczynają się pojawiać klienci którzy są świadomi, tzn. tacy, którzy szukają rzeczy nie tylko nowoczesnych, ale również wcześniej niespotykanych.

FM: Takie wyróżnienia dla polskich architektów są świetną promocją naszej myśli architektonicznej w świecie. Jestem ciekaw jak oceniasz odwrotny proces – próbę przyciągnięcia światowych sław architektury do Polski, jak np. wieżowiec Daniela Libeskinda w Warszawie. Czy to pomaga polskiej architekturze w rozwoju, czy raczej ją przyćmiewa?

RK: Absolutnie pomaga. W Polsce problemem jest straszna architektoniczna mentalność. U nas projektuje się szybko, w tej chwili jest dużo pracy. Do tego pokutuje podejście: mimo, ze nie mam czasu, biorę ten temat, bo jeśli ja tego nie wezmę, zrobi to kto inny. Więc architekci biorą za dużo projektów na raz i robią kiepskie, odtwórcze rzeczy. To jest chore. Ta praca wymaga czasu, niektóre pomysły rozwijają się miesiącami. Zarówno polskiej architekturze jak i jej użytkownikom bardzo dobrze by zrobiło gdyby projekty były droższe, ale lepiej przemyślane i dopracowane.

Sprowadzanie do Polski sław światowej architektury jest sygnałem dla polskich architektów, że trzeba się bardziej starać. Poprzeczka się podnosi, więc podniesie się jakość pracy. Dlatego też wielu naszych architektów robi dużo, aby zachodnich gwiazdorów do Polski nie wpuścić.
Ja jestem absolutnie za. Potrzebujemy tego.

FM:
A które z wielkich postaci światowej architektury cenisz najbardziej i dlaczego?

RK: Realizacje architektów należących do nurtu, który nazwałbym rzeźbiarskim, miło jest pooglądać. Najbardziej znani przedstawiciele to Frank Gehry, Zaha Hadid czy wspomniany wcześniej Libeskind. Mają wiele bardzo ciekawych projektów, które mi się podobają, ale nie cenię ich najbardziej, bo to jest architektura w dużym stopniu przewidywalna. Ciekawa, ale można prorokować jakie będzie kolejne ich dzieło. Oni nie zaskakują.

Dużo bardziej szanuję Reema Koolhaasa z OMA i japońskich architektów z pracowni SANAA Kazuyo Sejimę i Ryue Nishizawę. To jest architektura intelektualna, koncepcyjna. Projekty są logiczne, przemyślane, każdy jest w pewnym sensie nowy i odpowiada jakoś na kontekst, w którym się znajduje. Taki sposób pracy jest mi dużo bliższy.

FM: No właśnie. Zapoznając się z waszymi projektami zainteresowało mnie, że u podstaw każdego z nich leży jakiś koncept, jakieś porównanie, czy refleksja: dom-ślimak, regularnie strzyżony żywopłot jako metaforyczny „szyld” salonu fryzjerskiego, czy kształt budynku zainspirowany wzorem benzenu w przypadku firmy działającej na rynku paliwowym. Jednocześnie w waszych projektach bardzo ważna jest funkcjonalność. Co tu jest jajkiem, a co kurą? Czy najpierw powstaje koncept, a później obrasta on funkcją czy na odwrót?

RK: Kolejność akurat nie ma tu znaczenia, choć generalnie pewna istnieje. Dużo ważniejsze tu jest to, że koncept całkowicie zmienia punkt widzenia i sposób projektowania. Wygląda to tak, że na początku gromadzimy szereg informacji, z wielu źródeł: rodzaj działki, potrzeby klienta, nasłonecznienie terenu, informacje geologiczne itd. itp. Rozpoczynamy pracę próbując połączyć to wszystko w jakąś całość. I w pewnym momencie nagle pojawia się idea która to spaja, koncept. To jest niesamowity moment, bo wtedy wszystko zaczyna się łączyć w całość, pasować do siebie. Pomysł spaja części tej układanki. Pomaga też porzucić to, co prowadzi do projektowania szablonowego: przyzwyczajenia, gusta, doświadczenia. W pewnym sensie koncept determinuje projekt. Kiedy go nie ma, możesz pójść w nieskończoną ilość rozwiązań. Tylko które wybrać? Kiedy się pojawia, to ścieżka jest już tylko jedna. Trzeba nią tylko konsekwentnie podążać.
Ostatnio na jakimś wykładzie spotkałem się z zarzutem. Ktoś z sali powiedział o jednym z moich projektów: – No dobra, rozumiem ten pomysł, ale to mi się po prostu nie podoba! Odpowiedziałem na to zupełnie szczerze: – Mi też się nie podoba, ale musiało być właśnie takie.
Tak właśnie działa koncept. Jego znalezienie nie jest łatwe, ale gdy się już uda, sprawia on, że projekt jest logiczny, wytłumaczalny, ponadczasowy. Ma też szanse być nowatorski.
Uważam że takiego sposobu pracy powinno się uczyć we wszystkich szkołach architektonicznych. Niestety z relacji studentów dowiaduję się, że nawet na gliwickim wydziale wmawia się im, że wszystko już było, namawiając jednocześnie do przenoszenia gotowych rozwiązań z magazynów architektonicznych. Ja miałem szczęście trafiając na Andrzeja Dudę i Henryka Zubla. Zarazili mnie swą ciągotą do poszukiwań i eksperymentów.

FM: Chyba wszystkie nominacje i nagrody w konkursach jakie otrzymała twoja pracownia dotyczą projektów mieszkalnych. Zaryzykowałbym stwierdzenie, że KWK Promes jest utożsamiane z architekturą mieszkaniową. Jak oceniasz takie zaszufladkowanie? Przecież tworzycie również ciekawe projekty obiektów użyteczności publicznej.

RK: Takie szufladkowanie, jak każde, jest oczywiście bez sensu.
Pierwsze nasze nagrody, jeszcze na studiach, dostaliśmy właśnie za obiekty użyteczności publicznej. Udało się jednak zrealizować głównie budynki mieszkalne, pojawiły się głośne nagrody i stąd może to klasyfikowanie. Jednak Wallpaper nie okrzyknął nas wschodzącą gwiazdą światowej architektury mieszkaniowej, tylko po prostu światowej architektury. Już na początku powiedziałem co sądzę o rodzimej krytyce, z paroma wyjątkami. Nie projektuję tylko domów mieszkalnych. Taka „specjalizacja” by mnie wykończyła. To co jest najbardziej wartościowe w pracy architekta to nowe wyzwania, ciągła nauka, gdy sytuacja zmusza do zmiany punktu widzenia i poszukiwania nowych rozwiązań.
Dobrym przykładem są właśnie architekci z SANAA. Zetknąłem się z nimi 10 lat temu w Stanach. Wtedy byli na takim etapie, na jakim dziś jest KWK. Oni też w początkach kariery projektowali domy mieszkalne, mniejszą architekturę i w pewnym momencie przyszedł czas na większe realizacje o innych funkcjach. Mam wielką nadzieję że KWK też się tak rozwinie.
Jak na architekta jestem ciągle młody. De facto przed ukończeniem 46 lat każdy architekt jest młody… a potem umiera. (śmiech)

FM: A co cenisz z naszej rodzimej architektury?

RK: Mamy wielu bardzo zdolnych architektów, ale niewielu rozwija się w świetnych. Powodem są różne mechanizmy w tej branży. Z realizacji na pewno wymieniłbym siedzibę Bre Banku w Bydgoszczy Bulandy i Muchy, cenię już wspomnianych Dudę i Zubla za sposób myślenia. Napewno muszę wymienić Romualda Loeglera, z młodszych architektów HS99 czy Lewickiego i Łataka. Wiele nauczyłem się w Archistudio Tomka Studniarka i Gosi Pilinkiewicz. Niestety jednak prawie nigdy nie dotyczy to całokształtu twórczości. I tego mi brakuje w polskiej architekturze. Ciężko jest też sypać jak z rękawa dobrymi polskimi projektami, to też o czymś świadczy…

FM: Chciałbym cię spytać o relacje z klientami. Odnoszę wrażenie, że dobry architekt musi być także dobrym psychologiem. Przecież tworzy on dla ludzi przestrzeń osobistą i w trakcie tego procesu wkracza w ich życie. Jak wyglądają twoje relacje z klientami? Jakie wyzwania spotykasz w tym obszarze?

RK:
Mówi się, że w relacji z klientem bardzo ważne jest pierwsze wrażenie. Niektórzy wykładają pracownię marmurami, a KWK jest siermiężne. Nie staram się świecić po oczach tylko skupiam się na meritum. Klienci szybko odkrywają, że to moja pasja i dlatego zaczynają mi ufać. Niemniej trudności są i to zwykle nie na samym początku a na dalszym etapie: na budowie, przy detalach, kiedy projekt nabiera realnych kształtów. Na przykład relacja z właścicielem Domu Aatrialnego zaczęła się tak, że pokazał dom na okładce pisma i powiedział: – Może być coś w tym stylu. To wykształcony i bardzo świadomy człowiek, ale w kwestii architektury przeszliśmy razem długą drogę. Dużo czasu poświęciłem na tłumaczenie, że warto oglądać, ale iść trzeba własną ścieżką. Projekt powstał stosunkowo szybko, dużo więcej czasu zajęło mi przekonywanie, że należy go zrealizować konsekwentnie do końca. Jednak mimo wszystko z mojego doświadczenia wynika, że kiedy pojawia się dobry pomysł, to przekonuje on nawet nieświadomego klienta do czegoś naprawdę odpałowego. Projekt staje się dla niego logiczny i przestajemy razem używać słów: ładne czy brzydkie, dobra czy zła architektura, bo to jest abstrakt dla większości ludzi. Kiedy każdy krok logicznie tłumaczę klienci nie mają pytań, kupują to.

FM: Na zachodzie słowem kluczem w obszarze projektowania przestrzeni i budownictwa stało się sustainable design. Rozwiązania energooszczędne, ekologiczne są tam normą i nikt nie podważa ich zasadności, także ekonomicznej. Czego twoim zdaniem potrzeba, aby nasz rynek poszedł w tę stronę?

RK: W Polsce o tym się jeszcze nie myśli. Jedną z barier jest mentalność i mechanizmy na rynku, o których już wspomniałem. Polscy architekci – szczerze przyznam, że ja się również do nich zaliczam – nie projektują jeszcze tak, jak na zachodzie. Do skutecznego projektowania ekologicznego, energooszczędnego, pasywnego potrzebna jest wiedza i stały kontakt z całą grupą specjalistów najwyższej klasy, z kilku dziedzin. U nas brak takiej bazy. Myślę, że potrzebujemy czasu, co najmniej kilka lat.

Jedna z realizacji ekologicznych na zachodzie, która mnie zachwyciła to Commerzbank we Frankfurcie autorstwa Normana Fostera. Cały system klimatyzacji to naturalna wymiana powietrza zapewniana przez wewnętrzne atrium. W ogóle Foster to pracownia która wyprzedza większość innych o kilka lat. Nikt tak jak oni nie projektuje tak przewidująco, patrząc intensywnie w przyszłość.

FM: Na koniec chciałbym ci zadać bardziej osobiste pytanie. Pracownię KWK Promes prowadzisz razem z żoną Marleną Wolnik. Czy prowadzenie firmy wspólnie z najbliższą osobą jest ułatwieniem? I czy projekty KWK Promes to zawsze wasze wspólne dzieła, czy raczej dzielicie pracę pomiędzy siebie?

RK: No tu celnie trafiłeś. Jesteśmy już prawie rok po rozwodzie…

FM: Przepraszam, gdybym wiedział nie zadałbym tego pytania, a już na pewno nie w taki sposób.

RK: Nie przepraszaj. To jest dobre pytanie, a też chciałbym o tym powiedzieć wprost, bo naczytałem się już wiele bzdur na swój temat.
Wspólne prowadzenie firmy nie jest dobrym pomysłem. Prywatność miesza się z pracą. Gdy wraca się do domu wspaniale jest dzielić się z najbliższą osobą tym, co się wydarzyło przez cały dzień. A jak tu rozmawiać, jeśli przez cały dzień siedzimy obok siebie i często również spieramy się na tematy zawodowe? A w naszym przypadku praca stanowi większość życia, bo pracujemy bardzo intensywnie.
Rozstaliśmy się, ale w przyjaźni, bez zrywania mostów. Teraz Marlena jest w Dublinie. Bardzo możliwe, że powstanie tam oddział KWK Promes. Jest świetnym architektem i jej wkład w rozwój KWK jest olbrzymi. Na przykład to jej przypomniało się, że benzen ma wzor w kształcie sześciokąta, co zapoczątkowało świetny projekt MMPetro. Takich przykładów mógłbym podać bardzo dużo. Tego się nie można nauczyć, z tym się trzeba urodzić. Może będziemy jeszcze w jakiś sposób współpracować a efekt tego będzie na pewno zaskakujący.

FM: Dziękuję bardzo za rozmowę.