Przestrzeń (nie)publiczna
Proszę sobie wyobrazić przestrzeń, w której poruszanie się jest prawdziwym wyzwaniem. Świat, w którym ulice urywają się w połowie uniemożliwiając dalszą wędrówkę, gdzie wejścia do budynków są tak wysoko, że przestają być wejściami, a chodniki wyglądają jak tory przeszkód. Czy to wizja szalonego futurysty, scena z powieści science-fiction, nocny koszmar? Nic z tych rzeczy – to polskie miasta widziane z perspektywy osoby niepełnosprawnej.
Osoby niepełnosprawne, czyli osoby, których sprawność fizyczna, psychiczna lub umysłowa trwale lub okresowo utrudnia, ogranicza lub uniemożliwia życie codzienne, naukę, pracę oraz wypełnianie ról społecznych, zgodnie z normami prawnymi i zwyczajowymi mają prawo do niezależnego, samodzielnego i aktywnego życia oraz nie mogą podlegać dyskryminacji – czytamy w Karcie Praw Osób Niepełnosprawnych uchwalonej przez Sejm RP. Postanowiłem sprawdzić na ile to szlachetne założenie jest realizowane w praktyce i odpowiedzieć na pytanie: jaka właściwie jest przestrzeń naszych miast? Publiczna, czy nie? Ogólnodostępna, czy jedynie dla wybrańców?
Litera Prawa
Zgodnie z art. 5 ustawy Prawo Budowlane wszystkie obiekty użyteczności publicznej i mieszkaniowego budownictwa wielorodzinnego wybudowane po 1995 roku powinny być przystosowane do potrzeb osób niepełnosprawnych. Ta sama ustawa zobowiązuje również do przystosowania obiektu wybudowanego przed rokiem 1995 w momencie przebudowy, rozbudowy lub nadbudowy. W praktyce oznacza to przede wszystkim obowiązek zapewnienia wygodnego dostępu do budynków dla osób poruszających się na wózkach i ułatwienia dla osób niewidomych i niedowidzących. Obowiązek ten ciąży zarówno na inwestorze, projektancie, kierowniku budowy jak i zarządcy nieruchomości.
Lukę w prawie stanowił zapis ustawy, dotyczący budynków mieszkalnych wielorodzinnych, mówiący, że należy jedynie zapewnić możliwość dostosowania obiektu, co w praktyce oznaczało, że przy wejściu zostawiano miejsca na pochylnię, lub podnośnik dla osób poruszających się na wózkach, ale nie budowano ich. Kończyło się to zwykle tak, że gdy w danym budynku pojawiał się po zakończeniu budowy np. niepełnosprawny mieszkaniec i prosił spółdzielnię o dobudowanie pochylni otrzymywał decyzję odmowną, argumentowaną faktem, że spółdzielnia nie będzie jej finansowała, bo inwestycja została już rozliczona. Jednak pojawił się nowy przepis w postaci nowelizacji § 55 rozporządzenia Ministra Infrastruktury z dnia 12 kwietnia 2002 r., zgodnie z którym w budynku wielorodzinnym niewyposażonym w dźwigi należy wykonać pochylnię lub zainstalować odpowiednie urządzenie techniczne, umożliwiające dostęp osobom niepełnosprawnym do mieszkań położonych na pierwszej kondygnacji nadziemnej oraz do kondygnacji podziemnej zawierającej miejsca postojowe dla samochodów osobowych. W ten sposób usunięto prawną lukę i mogłoby się wydawać, że nic już nie stoi na przeszkodzie, by osoby niepełnosprawne mogły łatwiej funkcjonować w przestrzeni publicznej.
Błędne koło
Niestety, choć przepisy nakazujące dostosowywanie budynków do potrzeb osób niepełnosprawnych faktycznie nie są złe, nie rozwiązują problemu. Powody są dwa: po pierwsze przepisy zapewniające dostępność omawianych budynków obowiązują od stycznia 1995 roku a dotyczące bezkolizyjnych przejść dla pieszych i braku krawężników na drogach dopiero od marca 1999 roku; po drugie – prawo jest łamane, a jego egzekwowanie jest trudne. W październiku 2006 roku Główny Urząd Nadzoru Budowlanego opublikował analizę wyników kontroli przeprowadzonych przez inspektorów Departamentu Inspekcji Budowlanej GUNB w zakresie przestrzegania przepisów dotyczących osób niepełnosprawnych. Wynika z niej, że w 53 skontrolowanych obiektach stwierdzono 80 przypadków ich niedostosowania do potrzeb osób niepełnosprawnych (przede wszystkim są to: nie oznaczone miejsca postojowe na parkingu, nieprawidłowe parametry pochylni lub ich brak). Prawo nie działa wstecz, ustawę uchwalono w 1994 roku. Budynki wybudowane przed 1995 rokiem nie muszą być dostosowywane. Stąd wydano jedynie 10 zaleceń dotyczących likwidacji nieprawidłowości i doprowadzenia do stanu zgodnego obowiązującymi przepisami.
W przypadku budynków wzniesionych po 1995 roku sytuacja jest znacznie lepsza, jednak problemem jest łamanie prawa i towarzyszące mu rozproszenie odpowiedzialności. W przypadku stwierdzenia nieprawidłowości powstaje pytanie: na kim ciąży odpowiedzialność? Czy winny jest projektant, inwestor, kierownik budowy czy może zarządca nieruchomości ? Zdarza się, że inwestorzy nie zlecają architektowi projektu wykonawczego. Kupują sam projekt budowlany. Architekt w rezultacie tłumaczy się tym, ze nie będzie wykonywał pracy, za którą mu się nie płaci. – Zapewnienie wykonania niezbędnych rysunków wykonawczych, powinno być zawarte w umowie. W przywołanej analizie zwraca się uwagę na zawieranie dobrych umów, zabezpieczających interesy obydwu stron. Zaleca się, aby nie zabrakło w niej dodatkowego oświadczenia projektanta, że dokumentacja projektowa jest wykonana zgodnie z umową i jest kompletna z punktu widzenia celu, któremu ma służyć. Ponadto obowiązuje etyka zawodu architekta. Targowanie się o pieniądze dla każdej ze stron nie jest żadnym usprawiedliwieniem. Etyka zawodu architekta wymaga, aby w takiej sytuacji wyjaśnić inwestorowi konieczność wykonania niezbędnych rysunków wykonawczych, tj. niezbędnego nadzoru autorskiego na etapie budowy. Jeżeli Inwestor nie dostosuje się do tego, sam siebie naraża na kłopoty z otrzymaniem pozwolenia na użytkowanie – tłumaczy Beata Stelmach z GUNB, współautorka raportu.
Dla architektów, inwestorów i zarządców nieruchomości zaleca się odpowiednie szkolenia w tym zakresie.
– PINB (Powiatowy Inspektorat nadzoru Budowlanego) ma obowiązek nakazać doprowadzić do stanu zgodnego z prawem np. poprawić samowolnie wybudowane pochylnie niezgodne z przepisami a każdy, kto zauważy nieprawidłowości w tym zakresie powinien wnieść skargę do właściwego organu nadzoru budowlanego.– dodaje Beata Stelmach.
Jeśli już doszło do błędu, problemem jest nie tylko ustalenie, który z uczestników procesu budowlanego zawinił, ale również samo egzekwowanie prawa. O ile w przypadku błędu projektanta, lub kierownika budowy sprawa jest wnoszona do izby samorządu zawodowego, która może go ukarać, to dla inwestora karą jest nakaz PINB doprowadzenia do stanu zgodnego z prawem, lub brak pozwolenia na użytkowanie całego obiektu czy jego części. Takie opóźnienie inwestycji jest dla inwestora poważnym utrudnieniem, bo sama kara finansowa w wysokości do 1000 pln za każdą nieprawidłowość, nawet w przypadku niedużych inwestycji, jest śmiesznie niska.
– Organ wydający pozwolenie na budowę ma obowiązek sprawdzać kompletność projektu: między innymi, czy zawiera on rozwiązanie dotyczące dostosowania obiektu dla osób niepełnosprawnych a nie sprawdzać projekt. Na etapie pozwolenia na użytkowanie służby nadzoru budowlanego sprawdzają czy roboty budowlane wykonano zgodnie z projektem. Mając prawo wglądu do projektu i śledząc zmiany przepisów, powinny przy tym zauważyć błędy architektoniczne. W przypadku stwierdzenia rażącego błędu np. łamania przywołanego § 55 ww. rozporządzenia, powinny wnioskować o unieważnienie pozwolenia na budowę do organu wyższego stopnia w stosunku do Starosty czy Prezydenta Miasta tj. Wojewody. Za błędy w projekcie odpowiedzialny jest architekt - autor i architekt sprawdzający projekt, który zostanie ukarany przez izbe zawodową. Jednak to inwestor poniesie większość finansowych konsekwencji (nakaz wstrzymania robót, nakaz wykonania innych robót, koszty ekspertyzy) - podsumowuje Beata Stelmach.
Czekając na „niskopodłogowym” przystanku
Nad prawnymi zawiłościami i teorią można by długo dyskutować. Dużo ważniejsza jest jednak praktyka, czyli codzienne zmagania z przestrzenią miejską osób niepełnosprawnych. Anna Halik mieszka we Wrocławiu – mieście uznawanym za jedno z najbardziej przyjaznych mieszkańcom w kraju – i stara się żyć aktywnie, poruszając się na wózku inwalidzkim. – W centrum miasta zbudowano Galerię Dominikańską - centrum handlowe. Piękny obiekt, wspaniała architektura i… chodnik przed tym obiektem wykonany z wielkich kamieni między którymi są kilkucentymetrowe przerwy głębokości kolejnych paru centymetrów. Poruszam się na wózku, jeżdżę na nim bardzo sprawnie, potrafię pokonywać bariery architektoniczne typu krawężniki, ale chodnik przed tą galerią jest dla mnie katorgą. Nikt nie pomyślał o tym, że można było zrobić np. wąski chodniczek przy samej ścianie - płaski, gładki – opowiada Pani Anna. Jak widać ciekawy design może stać się jednocześnie barierą architektoniczną. Beata Stelmach tłumaczy jak wygląda taka sytuacja od strony prawnej i jak można zareagować: – budynek użyteczności publicznej powinien mieć zapewnione utwardzone dojście o szerokości minimalnej 1,5 m, przy czym co najmniej jedno dojście powinno zapewniać osobom niepełnosprawnym dostęp do całego budynku lub tych jego części z których osoby te mogą korzystać. Jeżeli rzeczywiście nie ma dojścia, dojazdu dla osób niepełnosprawnych sprawą powinien zająć się PINB. Również uważam, że powinien być to bezpieczny dojazd, bez utrudnień, do samodzielnego korzystania przez osoby niepełnosprawne. W przypadku bezczynności tego organu wnosi się skargę do WINB. Ponadto za bezpieczeństwo użytkowania obiektu wraz z jego otoczeniem odpowiada zarządca obiektu - wyjaśnia Beata Stelmach.
Wybiórcze podejście do tematu dostosowywania przestrzeni ma miejsce również w przypadku bloków mieszkalnych. – Mieszkam na nowym osiedlu, w dzielnicy Psie Pole – opowiada Anna Halik. – Kupiłam mieszkanie w nowym bloku, wierząc w to, że tu będzie mi się dobrze i komfortowo mieszkać. Pomyliłam się - blok jest rzeczywiście dostępny dla osoby poruszającej się na wózku, ale okolica budynku nie jest pod żadnym pozorem dostosowana. Blok usytuowano na górce, jeśli chcę wydostać się z domu na “piechotę” muszę zjeżdżać z tej górki pokonując (w jej połowie) wysoki próg zwalniający. To jest jeszcze do przełknięcia natomiast wjazd pod górkę jest bardziej utrudniony (szczególnie pokonanie progu zwalniającego) Dodatkowo deweloper (firma Dach Bud) wystawił naszą wspólnotę do wiatru i nie wykonał chodnika łączącego nas z ulicą, na której de facto nasz blok ponoć się znajduje. I tak: zamiast chodnika są betonowe płyty (między każdą płytę różnica wysokości) a żeby było śmieszniej prowadzi do nich pas ziemi, który w dni deszczowe zamienia się w grząskie błoto. Na wózku nie sposób poruszać się tą drogą i siłą rzeczy wszędzie (nawet po syna, do przedszkola oddalonego 500m!!!) jeżdżę samochodem, klucząc uliczkami między blokami i nadrabiając jakieś 1,5km.
W tej sytuacji również można skorzystać z narzędzi prawnych, by rozwiązać problem. Co więcej, mogą nam w tym pomóc odpowiednie organizacje pozarządowe. – Problem dotyczący korzystania z wyżej opisanego chodnika z narażaniem zdrowia jako dojścia do budynku mieszkalnego należy również zgłosić do nadzoru budowlanego. Do działek budowlanych oraz do budynków i urządzeń z nim związanych należy zapewnić dojście i dojazd umożliwiający dostęp do drogi publicznej. W opracowywaniu treści skargi czy ustalenia właściwego organu może pomóc Centrum Informacyjne dla Osób Niepełnosprawnych, które współpracuje z GUNB – wyjaśnia Beata Stelmach.
Pani Anna podaje przykłady kolejnych paradoksów: autobus niskopodłogowy, który spełnia swoją funkcję jedynie w centrum miasta, bo w pozostałych dzielnicach zatrzymuje się na „niskopodłogowych” przystankach, wizyta w szpitalu, w którym korytarz szeroki na metr sprawia, że aby osoba na wózku przejechała cała „poczekalnia” musi wstać ze swoich krzeseł, czy pociągi PKP, w których niepełnosprawni mają co prawda zniżkę, ale żeby się do nich dostać musieliby mieć również skrzydła. Przykłady takie można mnożyć w nieskończoność. Każda osoba niepełnosprawna mogłaby wymienić ich dziesiątki, a może nawet i setki. Problem polega na tym, że zauważa się je dopiero, gdy samemu trafi się na wózek, a przecież wiele udogodnień nie wymaga żadnych nakładów finansowych, a jedynie wczucia się w sytuację osoby niepełnosprawnej. Weźmy na przykład domofony – delikatna zmiana faktury cyfry pięć na tarczy domofonu pozwala osobie niewidomej wstukać właściwy numer lokalu. Parkując samochód na chodniku można zadbać o to, aby pomiędzy maską, a fasadą budynku pozostał metr przestrzeni, dzięki czemu osoba na wózku nie będzie musiała szukać drogi naokoło. Przykład ten dotyczy również restauratorów wystawiających na chodniku „ogródki”, czy stawiania na chodniku reklam (tzw. standów). O dostosowaniu przestrzeni miejskiej do potrzeb osób niepełnosprawnych nie decydują wyłącznie prawodawcy, deweloperzy i architekci - współdecydujemy wszyscy.
Dobry architekt z opaską na oczach
Promowanie dobrych rozwiązań, podnoszenie poziomu świadomości i edukacja wydają się kluczem do zmiany przestrzeni polskich miast w bardziej publiczną. Warto, więc zwrócić uwagę na przykłady dobrej architektury i ciekawych akcji społecznych. Stowarzyszenie Przyjaciół Integracji wraz z Urzędem m.st. Warszawy od trzech lat organizuje konkurs „Warszawa bez barier”, mający na celu promowanie i nagradzanie osób, inwestorów i instytucji dbających o potrzeby osób niepełnosprawnych. W ostatniej edycji konkursu w kategorii obiekt użyteczności publicznej zwyciężył budynek urzędu dzielnicy Praga-Północ przy ulicy Kłopotowskiego 15. Jest on przykładem kompleksowego dostosowania architektury do potrzeb osób niepełnosprawnych i, co ważne, niewymuszonego prawem (budynek powstał przed 1995 r.) Dostosowanie obiektu obejmuje: obniżone krawężniki, płaski chodnik z kostki brukowej, łagodny, szeroki podjazd o antypoślizgowej nawierzchni, dwoje drzwi – obrotowe i uchylne. W środku zaskakuje pełna dostępność do wszystkich stanowisk w urzędzie (petenci rozmawiają z urzędnikami na siedząco, co jest miłą odmianą również dla w pełni sprawnych). Jeden z pracowników posługuje się językiem migowym, co umożliwia sprawną obsługę niesłyszących obywateli. W przypadku znacznego stopnia niepełnosprawności urząd wysyła pracownika, który odwiedza petenta w domu.
W kwestii edukacji najciekawszą akcją wydają się być, prowadzone na Wydziale Architektury Politechniki Warszawskiej, warsztaty, podczas których studenci mogą przekonać się na własnej skórze jak wiele elementów przestrzeni może stanowić architektoniczne bariery. W czasie zajęć przyszli architekci poruszają się po budynku uczelni na wózkach inwalidzkich i z opaskami na oczach. W ten prosty sposób mogą przez chwilę poczuć się jak osoba niepełnosprawna i zrozumieć, że „niewidzialność” barier architektonicznych jest przywilejem. Przywilejem, który pozwala wszystkim „sprawnym” nie zauważać tego, co dla innych jest codzienną udręką. Proszę spróbować przejść choćby kilkanaście metrów po swojej ulicy z zamkniętymi oczyma i zapamiętać to doświadczenie, chociaż do następnego parkowania samochodu na chodniku. Ja spróbowałem i choć wiem, że to niewiele, to wierzę, że właśnie współodczuwanie wspiera zrozumienie odmiennej sytuacji i odmiennych potrzeb, których spełnienie powinno być oczywistością.
Ilustracje i rysunki: arch. Andrzej Cichecki
Fotografie: Filip Miłuński
Bibliografia i odnośniki:
- Analiza GUNB
- Stowarzyszenie Przyjaciół Integracji
- Mistrzowie dobrych rozwiązań - wyniki konkursu Warszawa bez barier 2006
- Internetowy Portal Osób Niepełnosprawnych - prawo o niepełnosprawności
- ABC… dla architekta - poradnik projektowania bez barier
- Centrum Informacyjne dla Osób Niepełnosprawnych
→ architektura, architektura krajobrazu, budownictwo, ergonomia, GUNB i niepełnosprawni
Artykuły
W związku z powyższym inwestorzy powinni doceniać prace architekta, zlecać mu nadzór autorski przynajmniej w niezbędnym zakresie.
W przypadku namawiania architektów, kierowników budów przez inwestorów do łamania przepisów, powinni oni zerwać współpracę – umowę. Organy nadzoru budowlanego mogą nakazać wstrzymanie robót budowlanych i doprowadzenie do stanu zgodnego z prawem pomimo, że projekt został zatwierdzony z błędami przez organ administracji architektoniczno-budowlanej. PINB powinien wnioskować o stwierdzenie nieważności decyzji pozwolenia na budowę w całości lub w pewnym zakresie w przypadku potwierdzenia przez rzeczoznawcę budowlanego rażących błędów. Stronom postępowania (z etapu pozwolenia na budowę) również przysługuje takie prawo.
Izby samorządowe powinny rozstrzygać te, czy inne wątpliwości z ustawodawcami i dostarczać niezbędne interpretacje, opinie prawne swoim członkom, szkolić ich w tym zakresie. Są więc również współodpowiedzialne za aktualny stan. Opubllikowany formularz Umowa Klient – Architekt przez Krajową Izbę Architektów nie został zaakceptowany w całosci przez architektów. Projektanci nie chcą podpisywać się pod nim. Jedne zapisy chronią za bardzo inwestora a inne architekta a kazdy chciałby bronić swojego interesu. Na coś trzeba się w końcu zdecydować. Przestrzeganie etyki zawodowej zawsze się opłaci. Na pewno jednak przedmiotowy formularz - Umowa jest pewnego rodzaju podpowiedzią w tworzeniu zapisów umowy, argumentem do dyskusji z inwestorem.
Ponadto Izba Architektów powinna rozstrzygnąć kwestię, czy nadal w praktyce „projekt wykonawczy” może wykonywać inny projektant bez zgody autora projektu budowlanego. W ogólnodostępnych publikacjach można znaleźć opinie prawne, że „projekt wykonawczy” to pewnego rodzaju „ projekt techniczny” uszczególawiający a nie „dzieło”. Nie jest więc zwązany z zagadnieniem prawa zależnego od prawa autorskiego (uzyskania zgody twórcy na korzystanie z jego utworu ). Jest to jeszcze jeden dodatkowy element rozmycia odpowiedzialności. Zgodnie z ustawą -Prawo budowlane „projektantem” w procesie budowlanym jest architekt - autor projektu budowlanego i wszelkiego rodzaju odstąpienia od projektu budowlanego to on klasyfikuje (wpisem do dziennika budowy nie istotne) a nie kto inny (bez jego zgody). Inwestor i tak jest uzależniony od autora projektu budowlanego.
O interpretacje przepisów ustawy z 4 lutego 1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych, zwlaszcza art. 2, regulujacego kwestie praw zaleznych, architekt w rezultacie sam musi sie zwrócić do Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego.
Odrębnym tematem sa drogi publiczne.
Zwraca się uwagę na datę wejscia w zycie Rozporządzeniem Ministra Transportu i Gospodarki Morskiej z dnia 2 marca 1999 r. w sprawie warunków technicznych, jakim powinny odpowiadać drogi publiczne i ich usytuowanie (dwa tygodnie od daty ogloszenia ). Jest to wyjaśnieniem dlaczego chociaż mamy dostosowane przebudowane czy nowe budynki z pochylniami to rzadko kiedy korzysta z nich osoba na wózku inwalidzkim. Tylko nowe drogi i przebudowywane maja zapewnione bezkolizyjne przejscia w okreslonych odległosciach. Przepisy nakazują wyposazenie w pochylnie przejscie dla pieszych ( np. nad torowiskiem tramwajowym) jeżeli w odległości do 200 m nie ma innego przejścia przez jezdnię dostosowanego do wymagań osób na wózkach inwalidzkich. Z poczty na Pradze w Warszawie, pięknie dostosowanej po przebudowie (wzorcowa pochylnia, obniżona lada) dlatego nikt taki nie korzysta.