Obiektyw_nie tylko o architekturze - Japonia
Prezentujemy drugą część cyklu fotoreportaży Bartosza Haducha, powstałych podczas podróży do Azji, Afryki i Europy. Architekt, publicysta i fotograf przedstawia tym razem relację z pobytu w Japonii opisując ogromne metropolie naszpikowane najnowszą technologią, lokalne tradycje i zwyczaje, malownicze ogrody i zabytkowe świątynie kraju kwitnącej, także podczas tego pobytu, wiśni.
Japonia to dla mnie wspomnienia planów dwóch podróży w 2005 roku, z których niestety tylko jedna doszła do skutku. Pierwszą potwierdzono na dzień przed wylotem, drugą – równie niespodziewanie odwołano. Krótki opis zbyt krótkiego pobytu, to za mało, żeby przedstawić złożoność, egzotykę, odmienność i piękno kraju kwitnącej wiśni. Moje odczucia mógłby z powodzeniem ilustrować film „Między Słowami” Sofii Coppoli, który nota bene oglądałem po raz pierwszy kilka dni przed wylotem.
Kioto urzeka dużą ilością autentycznych i odbudowanych tradycyjnych świątyń, precyzyjnie kształtowanymi ogrodami i wąskimi uliczkami z niewielkimi parterowymi domami, których wnętrza można dowolnie modyfikować za pomocą papierowych ścian i przegród sohji. Szczególne wrażenie robi kompleks świątyń na wzgórzach Kasatori oraz Sanpo-in i górze Hiei. Z tych miejsc rozciąga się malownicza panorama Kioto. Równie imponująca jest tzw. Złota Świątynia Ginkakuji odbijająca się w otaczającym jeziorze.
Nagoja to ogromne, chaotycznie zabudowane miasto, gdzie kilkunastopiętrowe drapacze chmur sąsiadują ze starymi chatami. Jednym z ciekawszych budynków w okolicy jest monumentalny Pałac Cesarski ze złotą rzeźbą delfina, której dotknięcie ponoć przynosi szczęście. W pobliżu Nagoi miała miejsce Wystawa Światowa EXPO 2005 - Aichi.
Do Tokio wybrałem się pociągiem Shinkansen, dla określenia którego język polski wydaje się zbyt ograniczony. Trudno maszynę osiągającą prędkość ponad 400km / h nazwać mianem pociągu pośpiesznego czy ekspresowego. Z okna pociągu przez moment można oglądać górę Fuji, jeśli tylko jej szczyt nie jest spowity chmurami. Wygląda ciut inaczej niż na słynnych drzeworytach Hiroshige… Wjazd ogromną estakadą do Tokio robi duże wrażenie. Gęsta zabudowa rozciąga się po linię horyzontu. To w końcu największe miasto świata z 35 milonową populacją. Jedno z najbardziej niesamowitych miejsc w Tokio to ulica Omotesando w dzielnicy Aoyama , która obok terenów Ginza pełni rolę jednego z najważniejszych centrów handlowych nie tylko w Japonii, ale też w globalnej skali. Tutaj kontrasty zauważalne w całej Japonii są jakby przeskalowane i spotęgowane. Stara, parterowa zabudowa kontrastuje z wieżowcami, sklepy z pamiątkami i lokale z kiczowatymi grami Pachinko z luksusowymi butikami, najnowsza technologia z rękodziełem, tradycyjne restauracje serwujące pyszne sushi, maki, kunmandu i sashimi z fast-food`ami, a wśród przechodniów można zauważyć zarówno “fashion victims” jak i kobiety ubrane w tradycyjne kimona. Spacerując po ulicach Aoyamy czasem trudno oprzeć się wrażeniu, że jesteśmy na przeskalowanym wybiegu podczas pokazu mody. Tutaj “ulica” odpowiada błyskawicznie na nowe trendy. Podobne “kreacje” ogląda się w Europie z kilkumiesięcznym opóźnieniem. Tutaj rozwinęła się też koncepcja tymczasowych modnych sklepów dla wtajemniczonych. Podobne sklepy (tzw. ”guerilla stores”) otworzyła niedawno w sekretnych lokalizacjach w Warszawie i Krakowie firma Comme de Garçons Rei Kawakubo.
Jeden z pierwszych takich lokali, butik “200 days” (funkcjonujący, jak sama nazwa wskazuje przez 200 dni) założony w 1968 roku przez grupę “kisouzoku”, funkcjonował niedaleko obecnej lokalizacji tokijskiej Prady autorstwa biura Herzog & de Meuron. Hasłem nieformalnej organizacji było: “moda - nie wojna; kwiaty - nie kamienie”. Jednym z organizatorów ówczesnych akcji na pograniczu mody i sztuki był późniejszy twórca obecnego kształtu i profilu dzielnicy Aoyama - Yasuhiro Hamano. W latach siedemdziesiątych wspierał on projekty Tadao Ando, później współpracował w Japonii z Michaelem Gravesem, Jonem Jerde i Ettore Sottsassem.
Dziś Aoyama to największe natężenie markowych ubrań na metr kwadratowy na tej szerokości geograficznej, tokijska wersja mediolańskiej Via Montenapoleone. Tutaj znajdziemy sklepy odzieżowe m.in firm: TOD`S (arch. Toyo Ito & Associates), One Omotesando (arch. Kengo Kuma & Associates) Louis Vuitton (arch. Jun Aoki & Associates) A-POC Issey Miyake (proj.Tokujin Yoshioka), Collezione (arch.Tadao Ando), Comme de Garçons (Future Systems) i Dior (arch. SANAA/Kazuyo Sejima + Ryue Nishizawa), obok którego powstanie wkrótce kolejny butik autorstwa MVRDV.
Blask, szybkość i rozmach wielkich metropolii, urok i spokój tradycyjnych domów i świątyń porozrzucanych między górami i morzem, a wszystko to dokumentowane cyfrowym aparatem, w pośpiechu, w stylu “japońskich turystów”, pozostawiły niezapomniane wrażenia i mocne postanowienie powrotu. Kiedyś…
→ architektura, Japonia i Obiektyw nie tylko o architekturze
Artykuły
Witam :-))
Dziękuję za tekst i zdjęcia. Uwielbiam ten kraj. Mam nadzieję, że kiedyś moja noga stanie tam……marzę o tym.
Pozdrawiam serdecznie :-)
Całkiem fajnie jak na “pośpieszne” zdjęcia z cyfrówki;> zwłaszcza Kioto..
pozdrawiam
Dzięki za wizytę. Masz znakomitą stronę…
Zaciekawiona tematem, przeczyalam panski reportaz… bo mieszkam tutaj (studiujac i pracujac jako architekt).
I niestety z przykroscia musze stwierdzic ze poza tlumaczeniem wprost typowych przewodnikow plus oczywistym zauroczeniem typowego gaijina kolorowymi fotkami, nie przekazal pan nic…
niestety widac ze przygotowanie na dzien przed wylotem nie dalo mozliwosci wnikniecia w tematyke japonska (dodatkowo powolywanie sie na klisze miernego filmu nie dodaje realnosci panskiego reportazu)..
Moze jedank bylo lepiej opublikowac zdiecia bez opisow, albo toroche postarac sie o materialy maskujace brak wiedzy…
Troche przykre to, ze Japonia nadal jest nieodkrytym skrawkiem ziemi w oczach Polaka…
Bardzo ładne zdjęcia i tekst.Japonia potraktowana inaczej,nie tak stereotypowo jak w przewodnikach i zapewne też nie tak jak odbierają ją ludzie mieszkający tam dłużej-tym bardziej podziwiam zapał z jakim Pan opisał wrażenia z krótkiego pobytu.Gratuluję,życzę kolejnych interesujących podróży i fotoreportaży-przeczytam je z ogromną przyjemnością