Obiektyw_nie tylko o architekturze - Hiszpania
Prezentujemy piątą część z cyklu fotoreportaży Bartosza Haducha, powstałych podczas podróży do Azji, Afryki i Europy. Autor tym razem przedstawia wspomnienia z jednego ze swoich ulubionych miejsc - Hiszpanii.
Moje wspomnienia związane z Hiszpanią sięgają połowy lat 90, kiedy przez krótki czas pomieszkiwałem w niewielkim miasteczku Manresa i nadmorskiej wiosce San Sebastian w pobliżu Barcelony. To czas fascynacji historią, kulturą i naturą Katalonii oraz pierwsze zetknięcie z twórczością Antonio Gaudíego i Salvadora Dalí. Bajkowe dzieła Gaudíego: Park i Pałac Güell, Casa Batlló, Casa Milà, Casa Vicens, Casa Calvet i zupełnie pusta wówczas we wnętrzu Sagrada Família w Barcelonie, sprawiały wrażenie fantazyjnych rzeźb ulepionych z gliny. Surrealistyczny dom – mauzoleum Dalego i jego żony – Gali w Figueres, budził wówczas mieszane uczucia – od fascynacji po odrazę. Te same miejsca, odwiedzane po latach, robiły już zupełnie inne wrażenie…
Dziś Barcelona to dynamicznie rozwijająca się wielokulturowa metropolia, już nie tylko `miasto Gaudíego`, ale też miejsce realizacji projektów światowych sław architektury – Jeana Nouvela (nowy symbol Barcelony -Torre Agbar, nazywana brakującą, piątą wieżą niedokończonej bazyliki Sagrada Família), Richarda Meiera (jeden z najlepszych budynków architekta – śnieżnobiałe Muzeum Sztuki Współczesnej-MACBA ), Franka Gehrego (rzeźba – ryba wykonana z okazji Igrzysk Olimpijskich w roku 1992), biura Herzog & de Meuron (sala koncertowa Forum) i miejscowych mistrzów – duetu Enric Miralles / Benedetta Tagliabue oraz Carlosa Ferratera.
W roku 2002 wróciłem do Hiszpanii, tym razem na samo jej południe, i zamieszkałem w Sewilli, stolicy tańca flamenco i jednym z najcieplejszych miast Europy, gdzie temperatury latem sięgają nawet pięćdziesięciu stopni Celsjusza. Miasto żyjące w rytmie późnego wstawania, późnego zasypiania i siesty zachwyciło mnie niepowtarzalnym klimatem, dziedzictwem arabskich, chrześcijańskich i żydowskich wpływów, ale i… eterycznym zapachem kwitnących na ulicach drzewek pomarańczowych. W czasie Wielkiego Tygodnia (Semana Santa) miasto wypełnia się z kolei wszechogarniającą wonią kadzideł palonych w czasie wielkanocnych procesji pątników ubranych w charakterystyczne stroje (mylone czasem z kapturami członków Ku Klux Klan). Niedługo potem miasto ogarnia śpiew, szaleńcza zabawa i taniec w ramach wielkiej ogólnomiejskiej fiesty Feria de Abril. Ale Sewilla to nie tylko tradycja - historyczny charakter centrum miasta mają niedługo odmienić: futurystyczny wielofunkcyjny obiekt - Metropol Parasol niemieckiego architekta Jurgena Mayera i nowa biblioteka uniwersytecka Zahy Hadid.
Zwiedzając malownicze tereny wokół Sewilli nie sposób było nie zobaczyć również słynnych pueblos blancos, białych miasteczek, niemal żywcem wyjętych z filmu Tonyego Gatlifa „Vengo”. Nie mogłem ominąć też Rondy – miasta wybudowanego na dwóch ogromnych skałach połączonych wysokim mostem, Granady – z niesamowitym Pałacem Alhambra i wykutymi w skale jaskiniami troglodytów, Kordoby ze słynnym meczetem tysiąca kolumn – Mezquitą i wąskimi ulicami wypełnionymi kwiatami wystającymi z każdego okna, a dalej Malagi, Murcji, Walencji…
Sewilla była też początkiem kilku podróży po wybrzeżach Półwyspu Iberyjskiego.
Byłem w stanie jechać tysiąc kilometrów do Bilbao żeby zobaczyć jeden budynek – Muzeum Guggenheima Franka Gehrego. Ogrom nierealnie powyginanych kształtów z blachy tytanowej, zestawiony z rzeką Nervión i regularną zabudową miejską przerósł moje oczekiwania i przekonał ostatecznie, że w architekturze nie ma już rzeczy niemożliwych! Odbijająca się w wodzie bryła pokryta blachą tytanową, zmieniała swój odcień w zależności od padania światła i pory dnia, sprawiając za każdym razem inne wrażenie, a wnętrze, poprzez spektakularne foyer doprowadzało do zróżnicowanych przestrzeni ekspozycyjnych, gdzie czekały błękitne portrety Picassa, rozmyte kolory Max Rothko i mega-rzeźby z pordzewiałej blachy Richarda Serry.
Przy okazji Bilbao nie sposób było nie wstąpić do pobliskiego San Sebastian, znanego kurortu nadmorskiego położonego nad dwoma zatokami, z pokaźną wyspą pośrodku jednej z nich. Przy jednej z plaż, uznawanych za mekkę surferów, wyrastają dwie pochylone bryły audytorium Kursaal Rafaela Moneo, przy drugiej plaży fale morskie rozbijają się o rzeźby Eduardo Chillidy umocowane na stromych skałach. Kolejne miasta warte polecenia na architektonicznej mapie północnej Hiszpanii to Leon, z dwoma znaczącymi realizacjami duetu Mansilla+Tuñón: Audytorium oraz Muzeum Sztuki Współczesnej MUSAC, centrum pielgrzymkowe w Santiago de Compostela, gdzie pośród średniowiecznej zabudowy ukryte są dwa budynki Alvaro Sizy i malownicza nadmorska La Coruña z muzeum Domus Araty Isozakiego zawieszonym na stromym zboczu.
W roku 2006 wybrałem się do Madrytu, głównie po to, żeby powpatrywać się w `Ogród Rozkoszy Ziemskich` Hieronima Boscha w Prado i… spędzić noc w hotelu Puerta America, w pokoju zaprojektowanym przez Zahę Hadid. W większych projektach architektki często odczuwalny jest dysonans między efektownymi wizualizacjami z projektów konkursowych i koncepcyjnych a końcowym rezultatem w postaci realizacji. Na zakrzywionych powierzchniach pojawiają się regularne podziały szalunku betonowego, pod nadwieszeniami nieregularnych brył prostopadłościenne słupy itp. W Puerta America, dzięki praktycznie nieograniczonym możliwościom, jakie daje podobny do corianu materiał: LG Hi-Macs i maszyny dostosowane do wycinania skomplikowanych trójwymiarowych form, udało się uzyskać wrażenie jednolitej, płynnej przestrzeni, jakby cieczy zastygłej w ruchu. Ze ścian wyrastają: łóżko, ława, stolik, półka, a w łazience wanna i umywalka, chociaż standardowe znaczenia wymienionych słów w pokoju Hadid tracą sens. Monochromatyczne ściany, podłogi, sufit i „meble” zlewają się w płynną jednolitą strukturę. Brak jakichkolwiek kątów prostych w stosunkowo niewielkim pomieszczeniu i zniwelowanie wyraźnych granic między pionem a poziomem, po dłuższym okresie przebywania w pokoju, powodują u obserwatora rodzaj zaburzenia równowagi i orientacji. Ale chyba właśnie o to chodziło Hadid, której stwierdzenie: „mamy 360°, więc po co trzymać się jednego” przeszło już do historii.
Tych kilka zdań to za mało żeby oddać ilość i jakość wielu różnorodnych wspomnień i wrażeń zebranych z mojej już ponad dziesięcioletniej przygody z Hiszpanią. A przecież gdzie futbol, korrida czy tapas…? Słowa, z konieczności ograniczone głównie do opisu miejsc i architektury, to za mało żeby oddać klimat tego nieokreślonego czegoś, co dzieje się pomiędzy drogami, drzewami i murami, zapachami, smakami, dotykami i dźwiękami, rozmowami, krzykami i uśmiechami Hiszpanii. Mam nadzieję, że chociaż część tego klimatu Hiszpanii czai się w ułamkach sekundy utrwalających obrazy na kilkunastu wybranych z setek fotografii.
→ architektura, Frank Gehry, Hiszpania, Jean Nouvel, Obiektyw nie tylko o architekturze, Santiago Calatrava i Zaha Hadid
Artykuły
Fantastyczne fotografie! Świetny materiał…
kosmiczne zdjęcia i miejsca!
Piękne zdjęcia,piękny reportaż z pięknego kraju-też tam kiedyś byłam-flamenco tańczyłam…:)Dzięki że mogłam powspominać i hasta la vista
swietny material, poparty rewelacyjnymi zdjeciami. zachęca do podróży :) a nawet do przeprowadzki. pozdrawiam
uwielbiam to czytac…az chce sie pakowac i jechac… :)
fenomenalne zdjęcia, pyszna architektura; co ja jeszcze robię w zimnej szarej miejskiej strefie w naszym smutnym kraju?