Architektura w służbie zdrowiu
Szpital ma być przestrzenią leczącą na wszystkich poziomach: psychologicznym, duchowym i fizycznym, natomiast architektura i wystrój wnętrz wpływa na każdy z nich. Na świecie jest już wiele placówek zdrowotnych, w których pacjenci czują się jak w domu, dzięki czemu walka z chorobą jest bardziej skuteczna. Pytanie brzmi: czego potrzeba polskim szpitalom by doznały podobnego przeobrażenia? Czy faktycznie, jak powszechnie się uważa, głównym problemem są pieniądze? A może bardziej niż funduszy potrzeba nam zarządców i architektów świadomych potrzeb pacjentów i personelu; specjalistów, posiadających wystarczające umiejętności i samozaparcie, by przebijając się przez gąszcz prawnych regulacji tworzyć przyjazne ludziom przestrzenie?
Pomysł inwestowania w architektoniczne rozwiązania w sytuacji braku pieniędzy na najpotrzebniejsze środki może się wydawać absurdalny, jednak tylko na pierwszy rzut oka. Idea ta jest z powodzeniem realizowana od kilkudziesięciu lat na zachodzie i okazuje się, że inwestycje takie zwracają się z nawiązką i to nie tylko finansowo, ale i w najważniejszym obszarze – zdrowia pacjentów.
U podłoża tych przemian leży filozofia Planetree - największej światowej organizacji wspierającej rozwój szpitali nowego typu. Planetree powstało w 1968 roku z inicjatywy Andżeliki Thieriot, byłej pacjentki, która opuściła szpital zdrowa, jednak przytłoczona jego zdepersonalizowaną atmosferą. Głównym założeniem filozofii Planetree jest organizacja placówki zdrowotnej z punktu widzenia pacjenta i jego potrzeb. Szpital ma być przestrzenią leczącą na wszystkich poziomach: psychologicznym, duchowym i fizycznym. Natomiast architektura i wystrój wnętrz wpływa na każdy z nich.
Filozofia Planetree zwraca też uwagę na fakt jak złożonym przedsięwzięciem jest szpital. Architekci i designerzy, planując przestrzeń, muszą mieć na uwadze zróżnicowaną funkcjonalność pomieszczeń, interesy pacjentów, ich rodzin i personelu. Muszą też brać pod uwagę wszystkie elementy. Nie tylko kształt i wielkość pomieszczeń, ale również kolorystykę, oświetlenie, wentylację, meble, wystrój wnętrz, i otoczenie szpitala.
Efekt jest jednak wart wysiłków. Pewna kobieta postanowiła rodzic w Mid-Columbia Medical Center – pierwszym szpitalu zbudowanym według zasad filozofii Planetree. Jej rodzina i znajomi krytykowali ją, nie mogąc się nadziwić, dlaczego nie chce rodzic w domu, w dużo lepszych warunkach. Podczas pierwszej wizyty rodziny w szpitalu zamiast dzień dobry usłyszała: – Teraz już widzimy dlaczego.
Ideał w praktyce
Jak w praktyce wyglądają rozwiązania architektoniczne przyjazne pacjentom postaram się pokazać na przykładzie Rikshospitalet w Oslo -szpitala uważanego przez fachowców za wzorcowy. Jest to duża placówka na 525 łóżek. Wchodząc do szpitala znajdujemy się w olbrzymim holu, pokrytym przeszklonym sufitem. Jest to wielka, otwarta przestrzeń – główna ulica szpitala, z której prowadzą dobrze oznakowane przejścia do poszczególnych oddziałów. Spacerując nią mijamy fontanny i dzieła sztuki. Jedna ze ścian to ogromny witraż. Na środku holu stoi pianino, na którym grają pacjenci, lub ich goście.
Odwiedzając poszczególne pomieszczenia możemy się przekonać, że każde z nich jest przystosowane do potrzeb osób, które w nim przebywają. Sale pacjentów, w odcieniach różu i błękitu, są delikatnie oświetlone. Na ścianach wiszą dzieła sztuki i inne elementy wystroju tworzące przytulną, domową atmosferę.
Pomieszczenia dla odwiedzających są wyposażone w telewizory, pianina, czy gry. Za ich oknami widać fontanny i strumienie. Jak stwierdził w wywiadzie dla New York Times’a jeden z głównych architektów szpitala, Arvid Ottar: – nie chcieliśmy pokazywać pacjentom wody ponieważ symbolizuje ona odchodzenie; z ich pokoi rozpościera się widok na ogrody.
Taka dbałość o połączenie funkcjonalności z wizerunkiem i przyjmowanie za punkt widzenia potrzeb pacjentów, ich rodzin i pracowników jest widoczna w Rikshospitalet na każdym kroku.
Polska rzeczywistość
Wizja szpitala takiego jak Rikshospitalet w Warszawie, Gdańsku, czy Krakowie jest piękna. Niestety nasze realia są inne. Koszt budowy norweskiej kliniki, wraz z całym wyposażeniem wyniósł około 500 milionów dolarów. Na taką inwestycję nikt w Polsce nie może sobie pozwolić. Nasze realia to raczej modernizacje starszych budynków i dokładne planowanie przestrzeni.
Właśnie w tym obszarze mamy się czym pochwalić. Świetnym przykładem jest tu położniczo-ginekologiczny szpital św. Zofii w Warszawie – posiadacz akredytacji Centrum Monitorowania Jakości i pierwszy publiczny zakład opieki zdrowotnej w Polsce nagrodzony certyfikatem jakości ISO 9002. Szpital mieści się w zabytkowym, niemal stuletnim budynku. O swojej pracy, architekturze wnętrz i modernizacjach szpitala opowiedział nam Piotr Nowicki – architekt i designer od wielu lat mający wpływ na wygląd i funkcjonalność szpitala św. Zofii.
Dla kogo i po co
Początek pracy Piotra Nowickiego w szpitalu to 1995 rok, gdy kluczową kwestią było umiejętne zarządzanie przestrzenią. Od czasu tamtych modernizacji szpital dąży do standardu dwóch, trzech łóżek w sali wraz z osobnym węzłem sanitarnym. W sytuacji modernizowania starych budynków szpitalnych doskonała ich znajomość i umiejętne zarządzanie przestrzenią okazuje się kluczowe. – Walczymy o każdy centymetr i proszę mi wierzyc to nie jest przenośnia – stwierdza Pan Piotr.
Jego pierwszy kontakt ze szpitalem św. Zofii to obserwacja z perspektywy osoby towarzyszącej pacjentce. To tu przyszła na świat jego córka. Może właśnie dlatego, projektując zwraca tak wielką uwagę na to, komu ma służyć przestrzeń. – Nie wygląda to tak, że ja siadam, robię wielką, wizjonerską sztukaterię, potem się to wprowadza do wnętrza, przychodzą lekarze, pracownicy i pacjenci i mówią: ale wymyślił!
Przy każdej modernizacji pierwszym krokiem jest zawsze praca zespołowa. Pan Piotr spotyka się z pracownikami oddziału, w którym mają być wprowadzone zmiany. Rozmawia z nimi a przede wszystkim obserwuje. Jak pracują, gdzie siadają, kto, czego potrzebuje, kto wychodzi pierwszy, a kto ostatni, jakie czynności wykonują i z jakiego sprzętu korzystają? Dopiero znając odpowiedzi na te pytania architekt przystępuje do pracy nad projektem. – Zawsze staram się z ludźmi rozmawiać i realizować ich życzenia Obserwuję życie szpitala a później przelewam je na papier z małą nutką fantazji architektonicznej – podkreśla Piotr Nowicki.
Niezwykle ważne są też informacje od samych pacjentek. W św. Zofii stworzono wygodny kanał komunikacji pomiędzy pacjentkami, a szpitalem. Każda z nich może wypełnić anonimową ankietę i napisać, co jej się podobało, a czego brakuje. W sytuacji emocjonalnego napięcia i stresu związanego z porodem anonimowość daje komfort i możliwość szczerej wypowiedzi, co jest niezwykle istotne.
Przepisy architektem
Podstawowy postulat Planetree, czyli projektowanie przestrzeni szpitalnej z punktu widzenia pacjenta jest, więc w polskich realiach jak najbardziej możliwe. Brak pieniędzy również nie jest największym problemem architektów i projektantów pracujących w służbie zdrowia. Prawdziwą barierą, o którą rozbijają się ich starania okazuje się gąszcz regulacji prawnych i przepisów. – W Polsce projektują przepisy, nie architekt – stwierdza Piotr Nowicki.
Jakiekolwiek zmiany w szpitalu muszą być zawsze zgodne z przepisami Sanepidu, przeciwpożarowymi, a w przypadku obiektów zabytkowych (takich jak św. Zofia) podlegają również kontroli konserwatora zabytków.
I oczywiście nie ma w tym nic złego dopóki regulacje te faktycznie dbają o dobro pacjentów i pracowników szpitali, ale niestety nie zawsze tak się dzieje. Przykłady można by mnożyć w nieskończoność. Grzejniki muszą być montowane 10 centymetrów od ściany, w określonych pomieszczeniach musi znajdować się umywalka nawet, jeśli nikt z niej nigdy nie skorzysta, lamperia przebiega zawsze na tej samej wysokości, zawieszać można tylko atestowane lampy, a takich jest trzy rodzaje i są droższe i gorsze od innych i tak dalej i tym podobne.
Medycyna pędzi do przodu, pojawiają się nowe choroby, stare przestają być groźne, standardy i sposoby leczenia wciąż ewoluują a przepisy regulujące architekturę w służbie zdrowia zdają się monolitem i aż strach pomyśleć, jakie czasy pamiętają.
Podobną przeszkodą są też regulacje, których cel jest równie szczytny, jednak w praktyce stanowią poważne utrudnienie. Mowa tu o przetargach, koniecznych przecież przy najmniejszej nawet inwestycji w szpitalu. – Zrobienie jakiegokolwiek przetargu zajmuje nam kilka tygodni pracy. Kolejne kilka tygodni to sama procedura. Zdaję sobie sprawę, że owe przepisy mają na celu powstrzymanie korupcji i kontrolowanie wydawania publicznych pieniędzy, jednak brak zaufania i konieczność poświęcenia wielu godzin na papierkową robotę są niezwykle uciążliwe – podkreśla Piotr Nowicki.
Owocowy poród
Pomimo tych rozlicznych przeszkód można jednak zrobić w szpitalu wiele dobrego. Pan Piotr oprowadza nas po klinice pokazując co ciekawsze rozwiązania. Zwiedzamy po kolei oddziały. Każdy z nich prezentuje odmienną kolorystykę, inny klimat. Wykładziny tworzą nieregularne wzory. Z zainteresowaniem obserwujemy jak umiejętne połączenie kształtów na podłodze, oświetlenia i kolorowych paneli na suficie sprawia, że przestrzeń poszerza się. Korytarze nie są tak przytłaczająco symetryczne i zimne.
Najbardziej przypada nam do gustu blok porodowy. Z niezwykle przytulnego, pomarańczowo – niebieskiego korytarza wchodzimy do sal porodowych o owocowych nazwach. Mamy mają do wyboru sale: Agrestową, Morelową, Orzechową, Pomarańczową, Śliwkową i Wiśniową. Każda z nich koresponduje kolorystyką i wystrojem z nazwą.
Podczas zwiedzania szpitala Pan Piotr zwraca naszą uwagę na istotne szczegóły. Pokazuje jak ważny może być dobór materiałów. Przykładowo, naturalne, zimne, kamienne parapety zastępowane są materiałami sztucznymi. Efekt jest podobny i z pewnością o wiele tańszy. Pacjent z większą przyjemnością oprze się o ciepły blat z konglomeratu niż o zimny marmur.
Niezwykle ważne jest to, co widzimy. Wpływa to na nasze samopoczucie i sposób myślenia. – Przysłowiowe złote klamki nie zawsze powodują uspokojenie umysłu użytkownika, mały detal architektoniczny może być czymś, co przyciąga oko, cieszy i zmienia nastrój – mówi Pan Piotr. Podczas naszej wędrówki mamy okazję zaobserwować tego typu szczegóły: małe paski wykładziny zmieniające wystrój schodów, lub kolorową lampkę rzucająca światło na cześć sufitu. Wszystko z czegoś wynika, nic nie jest dobrane przypadkowo, a całość tworzy efekt harmonii.
W szpitalu św. Zofii zadbano również o duchowość pacjentek, czemu przyklasnęliby twórcy filozofii Planetree. Każda z nich może odwiedzić szpitalną kaplicę.
Dla dobra pacjentów, dla dobra szpitali
Jak widać na powyższych przykładach można i warto inwestować w przestrzeń szpitalną w każdych niemal warunkach. Wprowadzanie architektonicznych rozwiązań przyjaznych pacjentom i personelowi zwraca się na wszystkich poziomach. W Rikshospitalet wyliczono, że wymiana jednej pielęgniarki to koszt około 30.000 dolarów, a odkąd szpital zmienił swoje oblicze ze świecą szukać takiej która chciałaby się zwolnić. Ilość porodów w warszawskim szpitalu św. Zofii stale rośnie – od 2500 w roku 1997, do ponad 4000 w roku ubiegłym.
Myślenie o pacjentach i perspektywiczne planowanie przekładają się przecież na dochód szpitali. Przy rosnącej konkurencji i przepisach nakazujących wędrowanie funduszy za pacjentem już za kilka lat placówki, które nie inwestują w swój wygląd mogą świecić pustkami.
Fundusze, choć nie są tak pokaźne jak na zachodzie, można znaleźć. Chociaż przepisy i regulacje wiążące ręce innowatorom są realnym problemem to, jak widać, nie przekreślają starań architektów. Kluczowe wydaje się podejście i intencja ludzi: osób zarządzających placówkami służby zdrowia i architektów dbających o ich wygląd.
Autor chciałby podziękować Piotrowi Nowickiemu ze szpitala św. Zofii w Warszawie i Borge Einremowi z Rikshospitalet w Oslo za pomoc przy tworzeniu artykułu.
Fotografie: Rikshospitalet i Miejsca.org
Bibliografia i odnośniki internetowe:
- “Healing spaces”, The journal of alternative and complementary medicine, volume 10, 2004, suplement 1, str. 71,
- “Where the Healing Touch Starts With the Hospital Design”, The New York Times, September 7, 2004,
- “Humanizing the hospitals”, Institute of healthcare improvement,
- www.planetree.org
- www.rikshospitalet.no
- www.szpitalzelazna.pl
ul. Żelazna 90, 01-004 Warszawa:
→ architektura, ergonomia, szpitale, Warszawa, wnętrza i zdrowie
Artykuły
/**** moderator: 2 komentarze przeniesione ze starego serwisu ****/
Nareszcie ktoś pisze o jakości wnętrz służby zdrowia!
Rikshosp… to wizja szpitala z innego świata, urzeczywistnienie marzenia, tak jednak odległego od naszych realiów, że trudno uwierzyć, by mogła zaistnieć.
Pokładam nadzieję w twórczych architektach, którzy mają siłę żeby lansować mądre pomysły, tak trudno akceptowane ze względu na skostniałe prawo i często ludzi. Na własnej skórze doświadczyłem, że wygląd szpitala ma duży wpływ na samopoczucie pacjentów i pracowników. Swoją drogą podoba mi się styl artykułu - konketny i przystępny za razem. Pozdrawiam!